Kingdom Come Deliverance 2. Pierwsze wrażenia po 50 godzinach gry


W końcu mogę napisać o swoich pierwszych wrażeniach związanych z jednym z bardziej wyczekiwanych przeze mnie (choć nie tylko) tytułów zapowiedzianych na 2025 rok. Gra czeskiego Warhorse Studios pojawi się w sprzedaży już 4 lutego, ale wybrane redakcje moją możliwość poznania tytułu praktycznie na miesiąc przed premierą, za co warto pochwalić autorów. Spędziłem w tej grze 50h i muszę powiedzieć, że bawię się świetnie.
Kingdom Come Deliverance 2 przenosi nas do średniowiecza. Ponownie wcielamy się w postać Henryka, który wspólnie z Janem Ptaszkiem musi zrealizować pewną misję. Oczywiście - jak zawsze - sielanka nie trwa wiecznie i panowie wpadają w poważne tarapaty. I niech ten opis wystarczy, bo druga odsłona serwuje sporo zwrotów akcji. Nie chcę psuć zabawy, bo sam wielokrotnie zbierałem szczękę z podłogi. Jestem człowiekiem, który uwielbia jak gry opowiadają historię, wychowałem się na klasycznych przygodówkach i RPG-ach. No i właśnie taką epicki miks przygody i rasowego RPGa gra Kingdom Come Deliverance 2 oferuje.



Tytuł potrafi zachwycić właściwie na każdym kroku. Mocny punkt to fotorealistyczna grafika, która już w pierwszej odsłonie stała na wysokim poziomie. Tu jest jeszcze lepiej. KCD2 kradnie nasze serca także różnorodnością budynków, postaci, przedmiotów, realizmem historycznym. To gra o średniowieczu z rycerzami, mieszczanami i chłopami. Spotykamy na swojej drodze przedstawicieli wielu zawodów. Możemy wykuwać miecze, przygotowywać eliksiry korzystając z alchemii, czytać książki, uczyć się włamywania i kradzieży kieszonkowej. Jeździmy konno, toczymy pojedynki, odwiedzamy karczmy i odpoczywamy w łaźni. Jeśli nie dbamy o sen i biegamy z pustym żołądkiem - umrzemy. Jeśli nie myjemy się, również zostanie to skomentowane. Chociaż jest jedna z umiejętności, która zamienia niski poziom higieny w zaletę, ale to tak na marginesie. Znacznie więcej zyskujemy - jak w życiu - po prostu dbając o siebie.
Gra jest trudna i nie wybacza błędów. Poziom trudności może sprawić, że wiele osób się odbije. Sprawia to, że warto pogłówkować zanim podejmiemy jakąś decyzję. Produkcja nie oferuje szybkiego zapisu, jeśli nie mamy odpowiedniego eliksiru, więc czasem trzeba się ratować wyjściem z gry z zapisem postępu i powrotem. Poziomu trudności nie można regulować. Gra potrafi nam przypomnieć, że jesteśmy nikim, zwłaszcza na początku. Henryk powoli odzyskuje dawne moce oraz reputacje. To też ważny wskaźnik. Postacie niezależne reagują na nasze działania oraz zapamiętują nasze przewinienia. Jeśli będziemy łamać prawo trafimy w dyby.
W trakcie przygody spotykamy również inne nacje, nie tylko pewnego Polaka, którego znamy z prezentacji rozgrywki (tej przygotowanej przez studio). Każda z nich mówi we własnym języku, co również podnosi poziom immersji. Pokazuje przy okazji jak bardzo średniowiecze było zróżnicowane i... kolorowe - wbrew stereotypom.
Jak na rasowego RPGa przystało otrzymujemy sporo questów pobocznych, które potrafią zachwycić na równie z tymi z głównej linii. Henryk może wchodzić w większą liczbę interakcji, odpowiadać na zaczepki, także w trakcie walki lub przechadzkach po wsiach i miasteczkach. Rozwój bohatera odbywa się poprzez wykonywanie czynności - im częściej walczymy danym typem broni lub na pięści, tym wyższy poziom tej umiejętności uzyskujemy. Podobnie jest z jazdą konną czy szkoleniem Orzecha, naszego nowego, czworonożnego towarzysza.
Minusy? Na tym etapie mogę powiedzieć, że najbardziej irytowały mnie niektóre misje skradankowe. Zwłaszcza w późniejszej części gry miałem wrażenie, że przeciwnicy dosłownie spawnują mi się za plecami i nie mogłem przejść fragmentu. Walka z wilkami w lesie również potrafiła mnie zirytować. Poza tym sama walka została uproszczona i to akurat zaliczam na plus. Teraz macha się mieczem znacznie łatwiej. Można też strzelać z łuku, kuszy i broni palnej - te dwie ostatnie pozycje to nowości.
Większych błędów czy glitchy nie stwierdziłem. Czasem postacie lewitowały lub przechodziły przez siebie albo blokowały przejście. Czasem wywaliło jakąś linijkę audio w dialogu (i został sam napis). Czasem jakaś postać weszła w kadr zasłaniając postać, z którą rozmawiałem. Jednak są to kosmetyczne błędy, które mogą zniknąć przy okazji premiery. Studio ma jeszcze miesiąc na poprawki. Zaryzykuję stwierdzenie, że błędów jest mało a gra już teraz działa bardzo dobrze.
Jeśli ktoś pokochał pierwszą część gry, w drugiej odnajdzie się bez problemu. Właściwie każdy element z jedynki został poprawiony. Gram na ustawieniach wysokich, na GeForce 3070 w rozdzielczości 3440 x 1440, a licznik klatek pokazuje 50-60. Ciekaw jestem jak gra będzie sprawowała się na konsolach, ale nie musiałem wcale zmieniać komputera, by uruchomić KCD2.
Podsumowując te pierwsze wrażenia Kingdom Come Deliverance 2 to epicka przygoda, znakomicie napisani bohaterowie, ciekawe questy, zabawne dialogi, a dodatkowo przepiękne zaprojektowany świat. Krajobrazy, pejzaże, leśne gęstwiny, żyjące wsie oraz miasta. Na każdym kroki widzimy wielkie serca twórców, którzy tworzą tę grę z dbałością o szczegóły. Jest to "tytuł na lata" (fani będą wracać i testować różne wybory) - bo samo dotarcie do pierwszego miasta zajęło mi jakieś 37 godzin. No i jeszcze ta muzyka. Motyw główny nucę sobie już automatycznie. Ścieżka dźwiękowa porywa, a główny motyw chętnie sobie podśpiewuje sobie od tak, w różnych momentach w trakcie gry (i poza grą).
Ja tę grę pokochałem od pierwszego wejrzenia (mowa o jedynce), a dwójka spełnia moje wszelkie oczekiwania. Bawię się świetnie, otrzymałem więcej niż oczekiwałem. Nie chcę gonić z głównym wątkiem, myślę, że będę odwlekał moment poznania całej historii. Po to by odkryć wszystkie sekrety tego świata. To wehikuł czasu, który zabiera nas w sam środek opowieści godnej miana średniowiecznych "Bękartów wojny". Audaces fortuna iuvat.

Radek Nałęcz, dziennikarz

P.S.
Dostęp do gry otrzymałem od PLAION Polska na potrzeby recenzji dla radiowej "Trójki"

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cześć, witajcie!